Obserwatorzy

poniedziałek, 30 lipca 2012

Moja naturalna pielęgnacja cery.

Piękna noc na napisanie kolejnego postu. Na wstępie od razu zaznaczam, że moja naturalna pielęgnacja nie oznacza "eko-maniactwa", które ostatnimi czasy jest wszechobecne i szerzy się na coraz większą skalę. Nie jestem też temu przeciwna, ale ludzie- bez paranoi.
Przechodząc do sedna sprawy, zaczynamy mówić [a raczej pisać] o konkretach.
Poniżej lista moich 4. naturalnych sprzymierzeńców cery.
  • OCM- nie lubię się powtarzać, więc link do obszernego postu tutaj.
  • Tonik z octu jabłkowego- świetna sprawa dla cer tłustych, borykających się z problemem trądziku. Zakwasza on cerę, przywracając jej prawie naturalne pH [w okolicach 5,5-6, w zależności o proporcji poszczególnych składników], co uniemożliwia rozwój bakterii odpowiedzialnych za powstawanie krostek. Dodatkowo- jest to kwas- więc delikatnie złuszcza i rozjaśnia cerę. Nie odczuwam po nim efektu ściągnięcia skóry, a wręcz przeciwnie- skóra jest zrelaksowana, delikatna i miękka w dotyku. Jednak wiadomo- to są moje subiektywne odczucia, każda skóra może reagować inaczej. Jest to jeden z bardzo starych przepisów, znany bardzo dobrze naszym babciom.
    Przepis jest banalnie prosty; tonik przygotowujemy w różnych proporcjach, w zależności od wrażliwości naszej cery; od proporcji 1:5 aż po 1:1. Ja przygotowuję w stosunku 1 część octu i 2 części wody przegotowanej. U mnie ta wersja spisuje się świetnie. Tonik przechowuję w lodówce max. 12 dni [przygotowuję 90ml toniku i jest to optymalna "porcja" na 12 dni]. Stosowanie; używam tylko na noc, bo niestety zapach toniku nie jest zbyt przyjemny i dość długo pozostaje na skórze.
    Rozszerzeniem podstawowej wersji może być zastąpienie wody np. zieloną herbatą, bądź wywarem z płatków owsianych itp.
  • Maseczka drożdżowa- co tu dużo mówić- świetnie sprawdza się na skórze tłustej, z zaskórnikami i trądzikiem. Drożdże zawierają cynk, który jest powszechnie stosowany w leczeniu trądziku. Oprócz tego są źródłem witamin z grupy B, a także fosforu, magnezu, żelaza, potasu, selenu i chromu, które zbawiennie wpływają na skórę.
    Przepis; ok. 1/4, 1/5 opakowania drożdży mieszamy z mlekiem [temperatura pokojowa mleka], aby otrzymać jednolitą, gęstą papkę o konsystencji mniej więcej jogurtu. Nakładamy na twarz, dekolt, szyję [tam, gdzie skóra potrzebuje "ratunku"] na ok. 15-20 minut, po czym zmywamy letnią wodą.
    Ja osobiście modyfikuję ten przepis- biorę 1/5 opakowania drożdży, 1,5 łyżeczki jogurtu naturalnego i 3/4 łyżeczki zielonej glinki. Przepis jest świetny, bo jogurt nawilża skórę [a dodatkowo sprawia, że maseczka ma łatwiejszą konsystencję do nakładania], a zielona glinka absorbuje zanieczyszczenia z skóry.
    Stosowanie; przy skórze tłustej optymalnie 2-3 razy w tygodniu.
    Minusem jest zapach maseczki, ale do wszystkiego można się przecież przyzwyczaić.
  • Pasta migdałowa- było o niej głośno na blogach, YouTube. Byłam bardzo ciekawa tej pasty i tak od wczoraj gości także w mojej łazience. Jej zadaniem jest dokładne oczyszczanie skóry, bez naruszania naturalnej bariery skóry [tak jak OCM].
    Przepis; mój przepis jest następujący- mielę na pastę [prawie plastelinę] ok. 50g migdałów [całych], dodając ok. 2 łyżeczek oliwki Hipp [w oryginalnym przepisie podany jest olej migdałowy, jednak nigdzie nie mogłam go kupić, a że w tej oliwce to właśnie olej migdałowy jest bazowym, to nic nie stało na przeszkodzie, by go użyć]. Następnie dodaję 10 kropel olejku lawendowego [świetny naturalny środek antyseptyczny dla cer trądzikowych], 1 łyżeczkę zielonej glinki [można dodać więcej] oraz 0,5 łyżeczki miodu [nawilża i oczyszcza, dobrze łagodzi zmiany trądzikowe]. To wszystko wyrabiam na jednolitą masę [najlepiej w dłoniach, ciepło powoduje dobre łączenie się składników]. Pastę przekładam do pojemniczka i gotowe.
    Stosowanie; trochę pasy rozrabiam z odrobiną wody w zagłębieniu dłoni i następnie "wciskam" w skórę, kawałek po kawałku [dzięki temu pasta świetnie oczyszcza pory]. Następnie zmywamy resztki ciepłą wodą, później skórę przemywamy zimną wodą.
    Ja na co dzień do oczyszczania skóry używam mieszanki OCM, tej pasty używam co 2. dzień po umyciu buzi olejami, gdy skóra jest rozgrzana. Zastanawiam się czy nie będzie się świetnie spisywać przy porannym myciu buzi, jednak testy przede mną. Pierwsze wrażenie- WOW! Oczyszcza jak OCM, pachnie obłędnie, zapowiada się kolejny naturalny hit.
Warto korzystać z tego, co dała nam natura. To dobrodziejstwa najbliższe naszej skórze. Mam nadzieję, że może którejś z Was przydają się te "przepisy". Jeżeli macie jakieś sprawdzone, piszcie- chętnie wypróbuję. 
Przyjemnego czytania,
Agnieszka.

czwartek, 26 lipca 2012

Ciasto drożdżowe z masą z orzechów włoskich

Uwielbiam spędzać czas w kuchni, gotować, piec ciasta, ciasteczka, ale przede wszystkim eksperymentować. Dzisiaj podam Wam dość prosty przepis na ciasto, które znika w mgnieniu oka. Masa jest jednym z moich "eksperymentów".

Składniki na ciasto;
  • 0,5kg mąki pszennej
  • ok. 15dag masła
  • szczypta soli
  • 2-3 łyżki cukru
  • 5dag drożdży świeżych [nie mam pojęcia ile należy dodać drożdży "instant"]
  • ok. 40ml mleka
  • 8g cukru waniliowego
  • 1 całe jajko i 1 żółtko
Składniki na masę;
  • 2,5 szklanki zmielonych orzechów [u mnie były to włoskie, równie dobrze mogą być laskowe, migdały, orzechy nerkowca, lub mieszanka orzechów]
  • 2 łyżki stołowe miodu
  • 2 łyżeczki cynamonu
  • 3 łyżeczki cukru waniliowego
  • ok. 40-50ml rumu [dobry kupimy w Lidlu, świetnie nadaje się co wypieków]
  • 1 łyżka masła
Przygotowanie;
Zaczynamy od przygotowania ciasta, które musi nam "wyrosnąć". Do miski wsypujemy mąkę, cukier, cukier waniliowy, sól, dobrze mieszamy składniki sypkie. W rondelku topimy masło, w drugim delikatnie podgrzewamy mleko. Następnie dodajemy jajko i żółtko do produktów sypkich, wkruszamy drożdże, powoli dolewamy roztopione masło i letnie mleko. Całość wyrabiamy na jednolitą masę, która "odkleja" się swobodnie od ścianek naczynia [szkoła mojej prababci, która jest mistrzynią w robieniu ciasta drożdżowego]. Tak przygotowane ciasto nakrywamy czystą ściereczką i odstawiamy do "wyrośnięcia" w ciepłe miejsce.
Teraz kolej na masę, która jest banalna w przygotowaniu, a niezwykle smaczna. Do miski przesypujemy nasze orzechy, dodajemy cukier waniliowy, cynamon. Następnie kolej na miód- dobrze, jeżeli będzie on zestalony, skrystalizowany, bo dobrze scali nam masę. Następnie dodajemy łyżkę masła, wyrabiamy masę. Dolewamy w małych ilościach rum, tak, by masa nie była zbyt płynna, powinna mieć konsystencję "plasteliny na słońcu". Jeżeli lubimy inne bakalie, to można dodać rodzynki nasączone rumem [ale jest to wyjście opcjonalne]. Masę wstawiamy do lodówki, aż ciasto nam nie wyrośnie.
Gdy nasze ciasto już pięknie wyrośnie czas na rozwałkowanie go na stolnicy na dość dużych rozmiarów "placek" [by ciasto nie kleiło się do wałka, ciasto delikatnie podsypujemy mąką]. Następnie na tak przygotowane ciasto równomiernie rozkładamy masę i nasz "placek" zwijamy jak na tym obrazku, bądź zwijamy go w zwykłą "roladkę". Przygotowane ciasto przekładamy na wysmarowaną masłem blachę, wkładamy do nagrzanego piekarnika na ok. 25- 30 minut w temperaturze 150 stopni z termoobiegiem [bez będzie to prawdopodobnie 160- 170 stopni, należy ciasto pilnować, gdy robi się rumiano- złote należy zakończyć pieczenie]. Gdy ciasto pięknie się złoci i cudownie pachnie wyjmujemy z piekarnika. A później- ostudzone- wcinamy do kubka kawy/ herbaty.

Życzę Wam smacznego, wieczorem być może kolejna, kosmetyczna tym razem notatka,
Agnieszka

poniedziałek, 23 lipca 2012

I znowu mnie nie było...

Przez ostatnie burze, które przeszły przez moje okolice przez kilka dni byłam odcięta totalnie od Internetu. Przed chwilą się pojawił i jestem. Od jutra wracam z moimi postami, a będzie ich sporo. Serdecznie dziękuję Wam, za to że jesteście, ciągle Was przybywa, co niesamowicie mnie cieszy. Liczę na Waszą wyrozumiałość, że jeszcze dzisiaj dacie mi się "ogarnąć" po długiej nieobecności.
No i cóż- życzę Wam udanego wieczoru i do "przeczytania" ;)
Agnieszka.

piątek, 13 lipca 2012

Obiecana recenzja kosmetyków z czerwcowego GlossyBox

Siedzę i nie wiem za co się zabrać- pod prysznic czy notatka? Blog jednak wygrał, nie odwiedzałam go od ostatniego wpisu. Muszę szybko nadrobić zaległości, zarówno w pisaniu postów, jak i czytaniu Waszych wpisów. Moją nieobecność usprawiedliwiam tylko jednym- dużym remontem w domu. On sprawia, że śpię po kilka godzin i ledwo wpadam do łóżka, to zasypiam jak małe dziecko.
Przechodząc co rzeczy, kosmetyki oczywiście w kolejności, w której najbardziej mi przypadły do gustu;
  • Tso Moriri Organiczne z naturalnymi ekstraktami mydło kibica- oceniam na 5. Pięknie pachnie, a zapach utrzymuje się bardzo długo. Dodatkowo cudownie nawilża dłonie, co jest jeszcze większym plusem. Niestety, pod koniec używania tworzy się taka "maź", przez co utrudnia użytkowanie. Minusem niewątpliwie także są duże gabaryty- męska dłoń spokojnie sobie radzi z tym mydełkiem, natomiast kobieca już nie bardzo.
    Produkt wart swojej ceny.
  • BM Beauty Sypki róż mineralny- oceniam na mocną 4. Ładny, delikatny i rozświetlający kolor idealny na lato. 1g produktu będę zużywać w nieskończoność, jest tak wydajny. Bezzapachowy, nie można sobie zrobić nim krzywdy- coś dla nowicjuszek. Dla mnie jednak kolor zbyt słabo napigmentowany, szybko zanika na tłustej cerze.
  • Clarena Luksusowy krem mikrokolagenowy z multipeptydami- produkt, do którego podchodziłam bardzo ostrożnie, bałam się, że może wyrządzić młodej skórze więcej krzywdy niż pożytku. Pomyliłam się, za co chylę czoła. Krem jest świetny- wydajny, ładnie i delikatnie pachnie. Używałam co drugą noc- nie zauważyłam pieczenia, podrażnienia, alergii. Dobrze sobie radzi z nawilżaniem skóry, uspakaja ją, nadaje zdrowy wygląd bez tłustej warstwy. Rano skóra jest gładka, promienna i wypoczęta. Przy jego wydajności jest wart tych 82zł. Dla mnie to także mocna 4.
  • Yves Rocher Pogrubiający tusz do rzęs Sexy Pulp- fajny tusz, dla mnie 3,5. Dlaczego? Bo raczej mocno wydłuża rzęsy, aniżeli je pogrubia. Fajna czerń, nie uczula, nie kruszy się, łatwy do zmycia, genialna szczoteczka i konsystencja tuszu, jednak oczekiwałam czegoś więcej, bo- 1. warstwa to makijaż naturalny, lekko zaznacza rzęsy, 2. warstwy to makijaż dzienny, 3. warstwy ładnie wydłużone rzęsy, mocniej podkreślone, jednak spektakularnego efektu brak, niewprawiona ręka może sobie przy 3. warstwach posklejać rzęsy.
    Chyba bym go nie kupiła, dobry dla osób lubiących "natural look".
  • Toni&Guy Sól morska w sprayu- totalnie nie moja bajka. Zapach ok. Pozostałe rzeczy to same minusy- zacznijmy od atomizera, który aż "chlapie" produktem, zamiast subtelnie go rozpylać w postaci mgiełki. Poza tym po użyciu tego produktu moje końcówki stały się "większym sianem". Po trzecie- nic nie robi z włosami- zero utrwalenia, zero "plażowego" wyglądu. Może ja źle go aplikuję, nauczcie mnie. Na razie "leży w kącie", nie wiem co z nim zrobię.
  • Loewe Aire Sensual- nie mój gust. Dla mnie tak nie pachnie "hiszpańska kobieta". To jakieś "ciężkie" [w sensie zapachu] nieporozumienie. Ten zapach za bardzo przytłacza. Koniec, o nim więcej nie powiem słowa, bo każda z nas ma inny "zapachowy gust".
Krótkie, zwięzłe recenzje. Może przydadzą się Wam w poszukiwaniach "tych jedynych kosmetycznych perełek". Wykończona idę pod ciepły prysznic z żelem Dove Purely Pampering Shea Butter & Warm Vanilla [u nas chłodne dni, trzeba się rozgrzać], a później spać, bo rano blisko.
Życzę przyjemnych snów i miłego czytania,
Agnieszka

poniedziałek, 9 lipca 2012

Malinowe orzeźwienie

Za co lubię lato? Za wiele rzeczy. Ale głównie za to, iż nasz przydomowy ogródek obfituje w owoce- truskawki, poziomki, brzoskwinie, porzeczki czarne i czerwone, wiśnie, gruszki, jabłka, jeżyny, maliny, wiśnie, czerwony agrest. Tegoroczny urodzaj sprawia, iż owoców jest sporo i nasza "czwórka" nie jest w stanie wszystkiego zjeść. Dlatego oprócz przetworów i ciast, robię koktajle i soki, które świetnie orzeźwiają, a przy upałach są na tyle sycące iż spokojnie zaspakajają głód.
Poniżej przepis na koktajl malinowy [pierwszy "kulinarny" wpis na blogu].

Potrzebujemy;
  •  ok. 0,8- 1 kg malin świeżych i czystych
  • 2 opakowania jogurtu naturalnego po 180g każdy [osobiście używam jogurtu firmy Zott], może także być kefir, maślanka
  • 3 płaskie łyżki stołowe cukru
  • ok. 120ml mleka [ja używam tego 3,2%]
  • ok. 150ml śmietany 30% [jeżeli chcesz, możesz zastąpić to "lżejszą" śmietaną, lub 50ml mleka i 100ml jogurtu]
  • ok. 60ml syropu malinowego [może być gotowy, kupiony w sklepie]
  • opcjonalnie 2 łyżki stołowe syropu waniliowego lub łyżka stołowa cukru waniliowego
 Przygotowanie;
Proste i szybkie. Do zmiksowania wszystkich składników używam miksera do koktajli, który jest już wiekowy, lecz nadal świetnie się spisuje. Można również użyć blendera lub innego urządzenia do rozdrabniania i miksowania. Maliny należy na sitku opłukać w bieżącej i zimnej wodzie, odsączyć i przełożyć do pojemnika w którym będą rozdrabniane. Dodajemy resztę składników i miksujemy do otrzymania jednolitej konsystencji [po zmiksowaniu by pozbyć się pestek przelewam całość przez sitko]. Ewentualnie gotowy koktajl dosładzamy według własnego gustu. Gotowy napój wkładamy do lodówki na ok. 3-5h, podajemy bardzo schłodzony.

Ja przygotowuję koktajl na śmietanie [wiem- bomba kaloryczna], dlatego zazwyczaj zastępuje mi on kolację. Uwaga- szybko znika z lodówki ;). Próbowałam go przyrządzać zarówno z truskawek jaki i poziomek i smakuje tak samo wybornie [nie dodaję jednak nic "waniliowego", nie używam także syropów, gdyż oba rodzaje owoców są słodsze od malin, redukuję także ilość cukru].
Z takich proporcji otrzymuję ok. 4-5 szklanek koktajlu.
Ważne, by nie przechowywać go w lodówce dłużej niż 24h!

Smacznego,
Agnieszka

GlossyBox lipiec

Tak, właśnie przed dosłownie 1,5h dotarło do mnie kolejne pudełeczko. Przeczuwałam, że załoga GlossyBox mile nas zaskoczy... ale że aż tak! Jestem tak zadowolona z tego pudełka [chociaż zadowolona to mało powiedziane- mam radochę jak dziecko w oczekiwaniu na wymarzony prezent pod choinką]. 49zł to jakiś żart, bo to pudełko ma niesamowitą zawartość. Zresztą zobaczcie same :D.


 Jeszcze chwila i otwieram...


 Chwila niepewności, czytam karteczkę od załogi GlossyBox...


 Po przeczytaniu jestem niesamowicie ciekawa zawartości...


 Moje pierwsze wrażenie- WOW...


 Przed wyjęciem i rozpakowaniem produktów grzecznie czytam, co znajduje się w środku...


 Pełnowymiarowy krem pod oczy SIQUENS Prevention 44zł/ 15ml. Doskonały aplikator, lekka formuła, bezzapachowy.


 Voucher na zakupy o wartości 100zł przy zakupach za min. 300zł w sklepie internetowym www.answear.com. Być może skorzystam ;)


 MeMeMe Sensuous Nail Gloss- lakier do paznokci w odcieniu koralowo- brzoskwiniowym poj. 5ml, pełnowymiarowy produkt 24,50zł/ 12ml. Mała pojemność, nie zmarnuje się ;). Śliczny kolorek, idealny na lato i moją tegoroczną "brzoskwiniową" manię.


 UBER intensywnie regenerująca maska do włosów poj. 25ml, produkt pełnowymiarowy 74,90zł/ 100ml. Pachnie obłędnie pięknie, oby włosy jak najdłużej tak pachniały. Dodatkowo produkt "wolny" od glutenu, parabenów, posiada EcoCert. Jestem na TAK!


 LIERAC zmysłowy żel pod prysznic Gel Douche Sensoriel poj. 30ml, produkt pełnowymiarowy 44zł/ 150ml. Kolejny produkt pachnący nieziemsko- jak egzotyczne kwiaty. Konsystencja dość wodnista, zobaczymy jak z wydajnością.


Drugi pełnowymiarowy produkt, który najbardziej mnie zaskoczył to NOUVEAU LASHES Noir Mascara poj. 8ml/ 80zł. Kolor to klasyczna czerń. Pięknie zapakowany, ofoliowany, więc mamy pewność że produkt trafia do nas świeży. Jeżeli się orientuję to NOUVEAU LASHES jest również metodą przedłużania rzęs, więc oczekuję od tego tuszu bardzo dużo.

Już jutro post o kosmetykach z czerwcowego GlossyBox, po miesiącu używania mogę już sporo o nich powiedzieć.
A jak Wam podoba się to lipcowe pudełko?
Do "przeczytania",
Agnieszka

niedziela, 8 lipca 2012

Moja codzienna pielęgnacja cery+ "Pan Tajemniczy" z postu o BB Cream's

Na samym wstępie pragnę podziękować wszystkim, którzy odwiedzają mojego bloga- na liczniku obserwujących stuknęła liczba 4, a liczba wyświetleń to 254. Bardzo mnie to cieszy, ponieważ mój nakład pracy nie idzie na marne [nigdy nie przypuszczałam, że napisanie posta, zrobienie zdjęć i edycja tego wszystkiego może pochłaniać tyle czasu].
Wracając do tematu- moja codzienna pielęgnacja cery. Lista będzie w miarę krótka, ponieważ tych kosmetyków jest zaledwie kilka, głównie ze względu na to, iż rano zazwyczaj się spieszymy i nie mamy mnóstwa czasu na nadzwyczajną pielęgnację.


Skład kremu do mycia twarzy Alterra

Moją pielęgnację rozpoczynam od oczyszczania buzi. Rano do tego celu używam gąbki Konjac i Alterra Waschcreme Wildrosenblute [krem do mycia twarzy z wyciągiem z dzikiej róży]. Duet ten spisuje się świetnie- gąbka jest bardzo delikatna, pobudza krążenie krwi [krem i inne produkty lepiej się wchłaniają], krem do mycia twarzy jest równie delikatny, nie narusza jakoś zbyt mocno naturalnej warstwy ochronnej skóry. Jest przy tym wydajny, tani i łatwo dostępny. Jedyne co w nim mi przeszkadza to zapach- taki intensywny, jakby alkoholowy. Producent dodatkowo zaznacza, iż jest to produkt wegański.


Tonik Garnier'a- skład
 Następnie czas na tonik. Moim niezaprzeczalnym ulubieńcem jest Ziaja Ogórkowa Tonik do twarzy. Uwielbiam go za to, iż świetnie odświeża buzię, nie ma w składzie alkoholu, ma cudowny świeży zapach, jest tani. Jednak po wyciśnięciu ostatniej kropli z butelki, gdy pobiegłam po nowe opakowanie, zabrakło go na półkach. Dlatego kupiłam Garnier Essentials Tonik witaminowy z ekstraktem z winogron do skóry normalnej i mieszanej. Nie miałam z nim wcześniej do czynienia, brałam w ciemno tonik ponad 2 razy droższy od ukochanego. I powiem tyle- spisuje się świetnie. Nie ma w składzie alkoholu, równie ładnie pachnie, nawilża skórę, a raczej dba o poprawny jej "bilans". Jest niesamowicie wydajny, skład ma nieco dłuższy niż ten z Ziai.
Po wchłonięciu toniku, na skórę pod oczami nakładam wygładzający krem pod oczy Sopot Spa firmy Ziaja. Tak, produkt ten jest przeznaczony dla osób 30+, jednak ja potrzebuję czegoś silnie nawilżającego [należę do "zaszczytnego" grona alergików], co lekko "wyprasowałoby" moje delikatne zmarszczki [dużo się śmieję, więc co nieco się pojawia]. Krem, w tej kwestii spisuje się świetnie, szybko się wchłania, pozostawiając skórę bez lepkiej warstwy, ale dobrze nawilżoną. Nie podrażnia, za co duuuuży plus.
Następnie na popękane naczynka [głównie w okolicach nosa] używam Skoncentrowanej emulsji redukującej podrażnienia na dzień/ noc z serii kuracja naczynkowa Ziaja Med. Polecam każdej osobie która ma kłopoty z naczynkami. Doskonale je redukuje i uspakaja. Nadaje się na dzień i na noc. Jest bezzapachowa, o dość gęstej konsystencji i żółtawym kolorze. Na doskonały aplikator, dzięki któremu nie zużyjemy zbyt dużo produktu, możemy nakładać emulsję punktowo. Dzięki niej moja twarz po kuracji kwasami nie była wysypana popękanymi naczynkami, a te które już się pojawiły- zostały zredukowane. Za ok. 12zł otrzymujemy tubkę 30ml bardzo wydajnego produktu.


 Później kolej już na krem z filtrem Ziaja Sopot Sun krem przeciw zmarszczkom SPF30 o którym pisałam więcej tutaj. Gdy krem z filtrem się wchłonie, wklepuję trochę Emulsji odżywczo- nawilżającej na dzień Olay. Mój kolejny ulubieniec. Długo szukałam czegoś, co nawilży skórę, nie przetłuszczając jej. I znalazłam. Lekka, beztłuszczowa, bardzo dobrze nawilża, szybko się wchłania, o cudownym, delikatnym słodkawym zapachu. Bo ok. 5 minutach skóra jest chciałoby się rzec- idealna. Matowa w "strefie T", ze zdrowym efektem "glow". Nadaje się pod makijaż- współpracuje zarówno z podkładami jak i kremami BB czy tonującymi. Jest bardzo wydajna, i naprawdę nie wiem kiedy zużyję to opakowanie 100ml [które możemy mieć z sobą dosłownie wszędzie, bo jest małe, poręczne i "nietłukące"].


 Na sam koniec usta- w zależności od potrzeby to Sliders Lip Balm w kolorze Perky Peach [ładne "retro" pudełko, z którego wydobywamy produkt niestety paluchami, jednak bez problemu, nadaje subtelny brzoskwiniowy kolor, ma delikatny zapach, z nawilżaniem jednak dobrze sobie nie radzi] lub Carmex wiśniowy w tubce [dobrze nawilża, nie ma posmaku kamfory jak klasyczny w słoiczku, nie brudzimy paluchów, ma SPF15- a to ważne by w upały zabezpieczać także usta, jest długotrwały].
A teraz "Pan Tajemniczy". Moje odkrycie zakupowe, zaraz dzień po otrzymaniu paczuszki z próbkami BB Cream's. Mowa o niczym innym jak Alterra Getönte Tagescreme Pfirsich [krem tonujący do cery normalnej i mieszanej, brzoskwiniowy]. Za cenę 10zł otrzymujemy 50ml kremu w tubce. Krem jest o idealnej konsystencji do aplikacji- ani zbyt wodnista, ani zbyt gęsta. Na "pierwszy rzut oka" może się wydawać, iż jest strasznie ciemny. Jednak ładnie się stapia z cerą zaraz po aplikacji, a buzia staje się promienna. Nie daje on absolutnie smug, zostaje z nami przez 6-8h, po czym ściera się równomiernie, nie zostawiają nieestetycznych "placków". Ja muszę go przypudrować [mam cerę tłustą, obecnie bardziej w kierunku mieszanej], jednak sam w sobie wygląda bardzo naturalnie. Nie kryje jakoś zachwycająco, bardziej ujednolica cerę, dzięki czemu wygląda zdrowo. Idealny produkt na lato gdy nie chcemy "maski", a pachnący także latem ;). Producent dba o to, byśmy otrzymywały krem w jak najbardziej nienaruszonym stanie- produkt znajduje się w tekturowym pudełku, dodatkowo po odkręceniu nakrętki aplikator jest zabezpieczony folią. Ten produkt podbił moje serce bardziej niż wszystkie BB Cream's razem wzięte. Używam go prawie na co dzień [wiadomo- upał+ brak konieczności wychodzenia z domu= 0 makijażu], mogę więc stwierdzić, że jest wydajny.




A teraz zmykam nakładać maseczkę jogurtowo- drożdżową,
miłej nocy tym co jeszcze nie śpią
Agnieszka