Obserwatorzy

środa, 8 sierpnia 2012

Recenzja kosmetyków z lipcowego GlossyBox.

Link do kosmetyków z lipcowego pudełka pozostawiam tutaj. Znajdziecie tam zdjęcia poszczególnych produktów, jak i krótkie ich opisy wraz z cenami.
Jak co miesiąc, gdy otrzymuję kolejne pudełko, czas na zrecenzowanie poprzedniego po miesięcznym stosowaniu kosmetyków. Jak dobrze wiecie, lipcowym byłam bardzo zachwycona, prawie wszystkie kosmetyki zasługują na najwyższą ocenę, za wyjątkiem jednego, którego jak na razie ani raz nie użyłam, a mianowicie SIQUENS Prevention, krem pod oczy [nie używałam, bo chcę sięgnąć dna w moim obecnym kremie pod oczy]. Dlatego też tego kosmetyku nie umieszczę w poniższym rankingu, prawdopodobnie pojawi się o nim osobny, krótki post.
A przechodząc już do samego rankingu;

  • MeMeMe Sensuous Nail Gloss- zasługuje na 5+. Piękny kolor przy 1. warstwie, zero smug, bąbelków, idealne krycie. Delikatny kolor na lato, bardzo modny. Do tego trwałość- na moich paznokciach utrzymywał się 8 dni z lakierem nawierzchniowym Essence, zmyłam bo znudził mi się i miałam ochotę na coś nowego. Nie odpryskuje, nie ściera się, mimo codziennych obowiązków domowych. Ideał, za tak niską cenę?
  • LIERAC zmysłowy żel pod prysznic Gel Douche Sensoriel- pięknie pachnie, pieni się bardzo dobrze, nie wysusza skóry, jest wydajny. Tylko cena za pełnowymiarowy produkt może odstraszać. Mimo to dostaje zasłużoną 5.
  • NOUVEAU LASHES Noir Mascara- i tu przyznam, lekkie rozczarowanie. Tusz jest świetny- dobrze rozdziela, maksymalnie wydłuża rzęsy, wygląda naturalnie, czerń jest głęboka, bez osypywania w ciągu dnia. Prosta, klasyczna i malutka szczoteczka pozwala na dotarcie do każdej rzęsy. No i gdzie to ale? No może w tym, że mimo wszystko oczekiwałam pogrubienia, którego niestety ten tusz nie daje nawet przy 3. warstwach na moich rzęsach. Dobry na co dzień, na wielkie wyjścia trzeba wspomóc się czymś innym. Dostaje 4+.
  • UBER intensywnie regenerująca maska do włosów- maska bardzo dobra w swojej "półce cenowej"- solidnie nawilża, pozostawia włosy odżywione, błyszczące, miękkie na długo. Zapach też jest długotrwały. Niestety, obciążyła moje gęste i długie włosy [całe szczęście tylko na jeden dzień, następnego nie było śladu po obciążeniu], przez co też dostaje 4+.
Tak wygląda kolejny "ranking". Jak widać, z tych kosmetyków jestem bardzo zadowolona. A jak Wam podobały się poszczególne produkty?

Agnieszka.

Kolejne "pudełko" już w domu- GlossyBox sierpień

Na początku- dziękuję, że ciągle ze mną jesteście. 650 wyświetleń to bardzo dużo.
A wracając do tematu- już 3 pudełko gości u mnie w domu. O godz. 14 miły Pan Kurier przywiózł oczekiwaną paczkę. Gdy ją otworzyłam byłam wręcz nią zachwycona. Zobaczcie co mnie w tym miesiącu tak oczarowało...




 Już na początku adrenalina rośnie- załoga GlossyBox obiecuje nam niespodziankę :D


 Zawartość- aż 7 produktów...




Jak zwykle- karteczka z informacjami o zawartości.


 Pierwszy na liście produkt- CHARMINE ROSE kokosowy peeling do ciała, poj. 50 ml, pełnowymiarowy produkt 44,80zł/ 200ml. Obłędnie pachnie nawet przy aplikatorze zabezpieczonym folią. Ciekawa jestem jego działania.


 Kolejny produkt to CLARENA Clarena Body Line: krem do biustu z efektem Push Up o poj. 30ml, pełnowymiarowy produkt to 200ml za cenę 76zł. Delikatnie pachnie, kwiatowo- cytrusowo, posiada jakieś "brązowe drobinki/ cząsteczki".


 CLINIQUE krem pod oczy All About Eyes o poj. 5 ml, pełnowymiarowy produkt 165zł/ 15ml. Lekka, bezzapachowa konsystencja. Przypomina żel. Obecnie mam 3 kremy pod oczy- mój Ziaja [który zużywam do końca], z ostatniego i obecnego GlossyBox. Nie wiem kiedy go zużyję, prawdopodobnie ten na dzień, Siquens na noc.


 L'OCCITANE żel pod prysznic wzbogacony orzeźwiającym ekstraktem z werbeny poj. 30ml, pełnowymiarowy produkt 250ml za 59zł. Pachnie bardzo orzeźwiająco, idealny na lato. Ma śliczne, eleganckie opakowanie.


 L'OCCITANE mydło z kawałkami liści werbeny, 25g, pełnowymiarowy produkt to 75g w cenie 22zł.


 SCHWARZKOPF PROFESSIONAL szampon BC Oli Miracle poj. 30ml. Za pełnowymiarowy produkt, 200ml, musimy zapłacić 55zł. Ta miniaturka jest świetną alternatywą dla "dużej butli" na wakacyjne wyjazdy. A szampon pachnie jak najlepsze perfumy...





Ostatni- pełnowymiarowy produkt o gramaturze 4g, to KRYOLAN DLA GLOSSYBOX Lipstick Fashion w kolorze Glossy Pink. Produkt kosztuje 30zł, czyli przyzwoicie. Szminka ma piękną, kremową konsystencję, kolor to śliczny, soczysty "brudny róż". Idealny kolor na lato, takie usta jakby przed chwilą jadło się maliny. Odpowiedni zarówno dla blondynek, brunetek i szatynek. Ładne, matowe wykończenie, opakowanie klasyczne, czarne, eleganckie.

Zamówiłam subskrypcję na 3 miesiące- od czerwca do sierpnia. Zastanawiam się nad kolejną subskrypcją, wszystko przemawia na tak, bo z każdym miesiącem jestem coraz bardziej zadowolona z pudełka.
A jak Wam podoba się zawartość sierpniowego GlossyBox?
Do "przeczytania",
Agnieszka.

wtorek, 31 lipca 2012

Moja nowa miłość; JOHNSONS'S Baby Bedtime kojące mleczko do ciała na dobranoc

Myślałam, że przy moich wymaganiach trudno będzie mi znaleźć idealny "nawilżacz" do ciała na lato. A wiadomo, że to właśnie latem od kosmetyków do ciała oczekujemy najwięcej- skutecznego, długotrwałego  nawilżenia, lecz bez długiego wchłaniania i lepkiej/ tłustej warstwy na skórze, a przy tym mógłby jeszcze długo i ładnie pachnieć. Czyżby niemożliwe? No właśnie dwa dni temu okazało się, że nie. Będąc na zakupach w jednym z hipermarketów, wstąpiłam na dział z kosmetykami dla dzieci [Wy też tak macie, że buszujecie w dziale dla dzieci, czy to tylko takie moje "spaczenie"?]. W oczy rzucił mi się nowy produkt Johnson's Baby. A że pisało na nim "na dobranoc" [cierpię na jakiś niewytłumaczalny rodzaj bezsenności :P i może myślałam, że on coś pomoże] postanowiłam włożyć go do mojego koszyczka z zakupami.
Jak się okazało w domu, jest to produkt, który jest moim ideałem, jeżeli chodzi o mleczko/ balsam na lato. Jednak po kolei, przedstawię najpierw co pisze o nim producent;
"JOHNSON'S® Baby Bedtime Kojące mleczko do ciała na dobranoc
  •     produkty do nawilżania ciała z linii Bedtime stosowane podczas wieczornego rytuału pomagają dziecku zasnąć spokojnym, zdrowym snem,
  •     zawiera opatentowany kompleks aromatyczny NaturalCalm™ na bazie lawendy znanej ze swoich właściwości relaksujących,
  •     dzięki delikatnym składnikom, neutralnym dla skóry dziecka doskonale ją nawilża i odżywia,
  •     lekka konsystencja pozostawia skórę miękką jak skóra dziecka,
  •     są hipoalergiczne, odpowiednie nawet do wrażliwej skóry,
  •     mają łagodność potwierdzoną klinicznie,
  •     powstały we współpracy z lekarzami pediatrami i dermatologami."
Cena/pojemność; zapłaciłam 11,25zł za opakowanie o poj. 300ml [dość nietypowe jak na mleczko]

Plusy;
  • piękny zapach, lekki, długo się utrzymuje [jednak lawendy to ja w nim nie wyczuwam]
  • mleczko ma świetną, lekką konsystencję
  • idealnie nawilża skórę na długi czas [8-12h]
  • szybko się wchłania
  • nie pozostawia lepkiej/ tłustej warstwy
  • piękne, minimalistyczne opakowanie z którego wylewamy idealną ilość produktu
  • wydajny- niewielka ilość wystarczy na nawilżenie całego ciała
  • dostępność i cena
  • atesty
  • nie podrażnia wrażliwej skóry, mimo, iż jest perfumowany
  • krótki skład
Minusy;
  • po dwóch dniach użytkowania na razie nie widzę takowych, jednak gdy to się zmieni, to Wam napiszę
Podsumowanie; tak, tak, tak. "Pieję" z zachwytu na samą myśl o jego użyciu. Miłość od pierwszego wejrzenia. Polecam każdej wymagającej "skórze" ;)



Skład produktu.
Tak prezentuje się jego konsystencja.
 

Chociaż Wam dzisiaj życzę miłego dnia, bo mój zapowiadał się pięknie, a jest gorzej niż paskudny :/.
Do "przeczytania" następnym razem,
Agnieszka.

poniedziałek, 30 lipca 2012

Moja naturalna pielęgnacja cery.

Piękna noc na napisanie kolejnego postu. Na wstępie od razu zaznaczam, że moja naturalna pielęgnacja nie oznacza "eko-maniactwa", które ostatnimi czasy jest wszechobecne i szerzy się na coraz większą skalę. Nie jestem też temu przeciwna, ale ludzie- bez paranoi.
Przechodząc do sedna sprawy, zaczynamy mówić [a raczej pisać] o konkretach.
Poniżej lista moich 4. naturalnych sprzymierzeńców cery.
  • OCM- nie lubię się powtarzać, więc link do obszernego postu tutaj.
  • Tonik z octu jabłkowego- świetna sprawa dla cer tłustych, borykających się z problemem trądziku. Zakwasza on cerę, przywracając jej prawie naturalne pH [w okolicach 5,5-6, w zależności o proporcji poszczególnych składników], co uniemożliwia rozwój bakterii odpowiedzialnych za powstawanie krostek. Dodatkowo- jest to kwas- więc delikatnie złuszcza i rozjaśnia cerę. Nie odczuwam po nim efektu ściągnięcia skóry, a wręcz przeciwnie- skóra jest zrelaksowana, delikatna i miękka w dotyku. Jednak wiadomo- to są moje subiektywne odczucia, każda skóra może reagować inaczej. Jest to jeden z bardzo starych przepisów, znany bardzo dobrze naszym babciom.
    Przepis jest banalnie prosty; tonik przygotowujemy w różnych proporcjach, w zależności od wrażliwości naszej cery; od proporcji 1:5 aż po 1:1. Ja przygotowuję w stosunku 1 część octu i 2 części wody przegotowanej. U mnie ta wersja spisuje się świetnie. Tonik przechowuję w lodówce max. 12 dni [przygotowuję 90ml toniku i jest to optymalna "porcja" na 12 dni]. Stosowanie; używam tylko na noc, bo niestety zapach toniku nie jest zbyt przyjemny i dość długo pozostaje na skórze.
    Rozszerzeniem podstawowej wersji może być zastąpienie wody np. zieloną herbatą, bądź wywarem z płatków owsianych itp.
  • Maseczka drożdżowa- co tu dużo mówić- świetnie sprawdza się na skórze tłustej, z zaskórnikami i trądzikiem. Drożdże zawierają cynk, który jest powszechnie stosowany w leczeniu trądziku. Oprócz tego są źródłem witamin z grupy B, a także fosforu, magnezu, żelaza, potasu, selenu i chromu, które zbawiennie wpływają na skórę.
    Przepis; ok. 1/4, 1/5 opakowania drożdży mieszamy z mlekiem [temperatura pokojowa mleka], aby otrzymać jednolitą, gęstą papkę o konsystencji mniej więcej jogurtu. Nakładamy na twarz, dekolt, szyję [tam, gdzie skóra potrzebuje "ratunku"] na ok. 15-20 minut, po czym zmywamy letnią wodą.
    Ja osobiście modyfikuję ten przepis- biorę 1/5 opakowania drożdży, 1,5 łyżeczki jogurtu naturalnego i 3/4 łyżeczki zielonej glinki. Przepis jest świetny, bo jogurt nawilża skórę [a dodatkowo sprawia, że maseczka ma łatwiejszą konsystencję do nakładania], a zielona glinka absorbuje zanieczyszczenia z skóry.
    Stosowanie; przy skórze tłustej optymalnie 2-3 razy w tygodniu.
    Minusem jest zapach maseczki, ale do wszystkiego można się przecież przyzwyczaić.
  • Pasta migdałowa- było o niej głośno na blogach, YouTube. Byłam bardzo ciekawa tej pasty i tak od wczoraj gości także w mojej łazience. Jej zadaniem jest dokładne oczyszczanie skóry, bez naruszania naturalnej bariery skóry [tak jak OCM].
    Przepis; mój przepis jest następujący- mielę na pastę [prawie plastelinę] ok. 50g migdałów [całych], dodając ok. 2 łyżeczek oliwki Hipp [w oryginalnym przepisie podany jest olej migdałowy, jednak nigdzie nie mogłam go kupić, a że w tej oliwce to właśnie olej migdałowy jest bazowym, to nic nie stało na przeszkodzie, by go użyć]. Następnie dodaję 10 kropel olejku lawendowego [świetny naturalny środek antyseptyczny dla cer trądzikowych], 1 łyżeczkę zielonej glinki [można dodać więcej] oraz 0,5 łyżeczki miodu [nawilża i oczyszcza, dobrze łagodzi zmiany trądzikowe]. To wszystko wyrabiam na jednolitą masę [najlepiej w dłoniach, ciepło powoduje dobre łączenie się składników]. Pastę przekładam do pojemniczka i gotowe.
    Stosowanie; trochę pasy rozrabiam z odrobiną wody w zagłębieniu dłoni i następnie "wciskam" w skórę, kawałek po kawałku [dzięki temu pasta świetnie oczyszcza pory]. Następnie zmywamy resztki ciepłą wodą, później skórę przemywamy zimną wodą.
    Ja na co dzień do oczyszczania skóry używam mieszanki OCM, tej pasty używam co 2. dzień po umyciu buzi olejami, gdy skóra jest rozgrzana. Zastanawiam się czy nie będzie się świetnie spisywać przy porannym myciu buzi, jednak testy przede mną. Pierwsze wrażenie- WOW! Oczyszcza jak OCM, pachnie obłędnie, zapowiada się kolejny naturalny hit.
Warto korzystać z tego, co dała nam natura. To dobrodziejstwa najbliższe naszej skórze. Mam nadzieję, że może którejś z Was przydają się te "przepisy". Jeżeli macie jakieś sprawdzone, piszcie- chętnie wypróbuję. 
Przyjemnego czytania,
Agnieszka.

czwartek, 26 lipca 2012

Ciasto drożdżowe z masą z orzechów włoskich

Uwielbiam spędzać czas w kuchni, gotować, piec ciasta, ciasteczka, ale przede wszystkim eksperymentować. Dzisiaj podam Wam dość prosty przepis na ciasto, które znika w mgnieniu oka. Masa jest jednym z moich "eksperymentów".

Składniki na ciasto;
  • 0,5kg mąki pszennej
  • ok. 15dag masła
  • szczypta soli
  • 2-3 łyżki cukru
  • 5dag drożdży świeżych [nie mam pojęcia ile należy dodać drożdży "instant"]
  • ok. 40ml mleka
  • 8g cukru waniliowego
  • 1 całe jajko i 1 żółtko
Składniki na masę;
  • 2,5 szklanki zmielonych orzechów [u mnie były to włoskie, równie dobrze mogą być laskowe, migdały, orzechy nerkowca, lub mieszanka orzechów]
  • 2 łyżki stołowe miodu
  • 2 łyżeczki cynamonu
  • 3 łyżeczki cukru waniliowego
  • ok. 40-50ml rumu [dobry kupimy w Lidlu, świetnie nadaje się co wypieków]
  • 1 łyżka masła
Przygotowanie;
Zaczynamy od przygotowania ciasta, które musi nam "wyrosnąć". Do miski wsypujemy mąkę, cukier, cukier waniliowy, sól, dobrze mieszamy składniki sypkie. W rondelku topimy masło, w drugim delikatnie podgrzewamy mleko. Następnie dodajemy jajko i żółtko do produktów sypkich, wkruszamy drożdże, powoli dolewamy roztopione masło i letnie mleko. Całość wyrabiamy na jednolitą masę, która "odkleja" się swobodnie od ścianek naczynia [szkoła mojej prababci, która jest mistrzynią w robieniu ciasta drożdżowego]. Tak przygotowane ciasto nakrywamy czystą ściereczką i odstawiamy do "wyrośnięcia" w ciepłe miejsce.
Teraz kolej na masę, która jest banalna w przygotowaniu, a niezwykle smaczna. Do miski przesypujemy nasze orzechy, dodajemy cukier waniliowy, cynamon. Następnie kolej na miód- dobrze, jeżeli będzie on zestalony, skrystalizowany, bo dobrze scali nam masę. Następnie dodajemy łyżkę masła, wyrabiamy masę. Dolewamy w małych ilościach rum, tak, by masa nie była zbyt płynna, powinna mieć konsystencję "plasteliny na słońcu". Jeżeli lubimy inne bakalie, to można dodać rodzynki nasączone rumem [ale jest to wyjście opcjonalne]. Masę wstawiamy do lodówki, aż ciasto nam nie wyrośnie.
Gdy nasze ciasto już pięknie wyrośnie czas na rozwałkowanie go na stolnicy na dość dużych rozmiarów "placek" [by ciasto nie kleiło się do wałka, ciasto delikatnie podsypujemy mąką]. Następnie na tak przygotowane ciasto równomiernie rozkładamy masę i nasz "placek" zwijamy jak na tym obrazku, bądź zwijamy go w zwykłą "roladkę". Przygotowane ciasto przekładamy na wysmarowaną masłem blachę, wkładamy do nagrzanego piekarnika na ok. 25- 30 minut w temperaturze 150 stopni z termoobiegiem [bez będzie to prawdopodobnie 160- 170 stopni, należy ciasto pilnować, gdy robi się rumiano- złote należy zakończyć pieczenie]. Gdy ciasto pięknie się złoci i cudownie pachnie wyjmujemy z piekarnika. A później- ostudzone- wcinamy do kubka kawy/ herbaty.

Życzę Wam smacznego, wieczorem być może kolejna, kosmetyczna tym razem notatka,
Agnieszka

poniedziałek, 23 lipca 2012

I znowu mnie nie było...

Przez ostatnie burze, które przeszły przez moje okolice przez kilka dni byłam odcięta totalnie od Internetu. Przed chwilą się pojawił i jestem. Od jutra wracam z moimi postami, a będzie ich sporo. Serdecznie dziękuję Wam, za to że jesteście, ciągle Was przybywa, co niesamowicie mnie cieszy. Liczę na Waszą wyrozumiałość, że jeszcze dzisiaj dacie mi się "ogarnąć" po długiej nieobecności.
No i cóż- życzę Wam udanego wieczoru i do "przeczytania" ;)
Agnieszka.

piątek, 13 lipca 2012

Obiecana recenzja kosmetyków z czerwcowego GlossyBox

Siedzę i nie wiem za co się zabrać- pod prysznic czy notatka? Blog jednak wygrał, nie odwiedzałam go od ostatniego wpisu. Muszę szybko nadrobić zaległości, zarówno w pisaniu postów, jak i czytaniu Waszych wpisów. Moją nieobecność usprawiedliwiam tylko jednym- dużym remontem w domu. On sprawia, że śpię po kilka godzin i ledwo wpadam do łóżka, to zasypiam jak małe dziecko.
Przechodząc co rzeczy, kosmetyki oczywiście w kolejności, w której najbardziej mi przypadły do gustu;
  • Tso Moriri Organiczne z naturalnymi ekstraktami mydło kibica- oceniam na 5. Pięknie pachnie, a zapach utrzymuje się bardzo długo. Dodatkowo cudownie nawilża dłonie, co jest jeszcze większym plusem. Niestety, pod koniec używania tworzy się taka "maź", przez co utrudnia użytkowanie. Minusem niewątpliwie także są duże gabaryty- męska dłoń spokojnie sobie radzi z tym mydełkiem, natomiast kobieca już nie bardzo.
    Produkt wart swojej ceny.
  • BM Beauty Sypki róż mineralny- oceniam na mocną 4. Ładny, delikatny i rozświetlający kolor idealny na lato. 1g produktu będę zużywać w nieskończoność, jest tak wydajny. Bezzapachowy, nie można sobie zrobić nim krzywdy- coś dla nowicjuszek. Dla mnie jednak kolor zbyt słabo napigmentowany, szybko zanika na tłustej cerze.
  • Clarena Luksusowy krem mikrokolagenowy z multipeptydami- produkt, do którego podchodziłam bardzo ostrożnie, bałam się, że może wyrządzić młodej skórze więcej krzywdy niż pożytku. Pomyliłam się, za co chylę czoła. Krem jest świetny- wydajny, ładnie i delikatnie pachnie. Używałam co drugą noc- nie zauważyłam pieczenia, podrażnienia, alergii. Dobrze sobie radzi z nawilżaniem skóry, uspakaja ją, nadaje zdrowy wygląd bez tłustej warstwy. Rano skóra jest gładka, promienna i wypoczęta. Przy jego wydajności jest wart tych 82zł. Dla mnie to także mocna 4.
  • Yves Rocher Pogrubiający tusz do rzęs Sexy Pulp- fajny tusz, dla mnie 3,5. Dlaczego? Bo raczej mocno wydłuża rzęsy, aniżeli je pogrubia. Fajna czerń, nie uczula, nie kruszy się, łatwy do zmycia, genialna szczoteczka i konsystencja tuszu, jednak oczekiwałam czegoś więcej, bo- 1. warstwa to makijaż naturalny, lekko zaznacza rzęsy, 2. warstwy to makijaż dzienny, 3. warstwy ładnie wydłużone rzęsy, mocniej podkreślone, jednak spektakularnego efektu brak, niewprawiona ręka może sobie przy 3. warstwach posklejać rzęsy.
    Chyba bym go nie kupiła, dobry dla osób lubiących "natural look".
  • Toni&Guy Sól morska w sprayu- totalnie nie moja bajka. Zapach ok. Pozostałe rzeczy to same minusy- zacznijmy od atomizera, który aż "chlapie" produktem, zamiast subtelnie go rozpylać w postaci mgiełki. Poza tym po użyciu tego produktu moje końcówki stały się "większym sianem". Po trzecie- nic nie robi z włosami- zero utrwalenia, zero "plażowego" wyglądu. Może ja źle go aplikuję, nauczcie mnie. Na razie "leży w kącie", nie wiem co z nim zrobię.
  • Loewe Aire Sensual- nie mój gust. Dla mnie tak nie pachnie "hiszpańska kobieta". To jakieś "ciężkie" [w sensie zapachu] nieporozumienie. Ten zapach za bardzo przytłacza. Koniec, o nim więcej nie powiem słowa, bo każda z nas ma inny "zapachowy gust".
Krótkie, zwięzłe recenzje. Może przydadzą się Wam w poszukiwaniach "tych jedynych kosmetycznych perełek". Wykończona idę pod ciepły prysznic z żelem Dove Purely Pampering Shea Butter & Warm Vanilla [u nas chłodne dni, trzeba się rozgrzać], a później spać, bo rano blisko.
Życzę przyjemnych snów i miłego czytania,
Agnieszka